Archiwum kategorii 2. Hiszpania

Pakowanie…

Posted in 2. Hiszpania on sierpień 4, 2008 by piomka

Jak trudno upchać wszystko co zgromadziło się przez dwa lata w jeden plecak. Tak naprawdę jest to niemożliwe, a przepisy wyraźnie mowią, że tylko 15 kilo można mieć w bagażu głownym wchodząc do samolotu.
Rezygnujemy z wielu rzeczy. Oddajemy znajomym; talerze, fotele, lampka i inne przydatne pierdoły wrocą na swoje miejsce czyli do śmietnika.
Pakujemy też jedną większą paczkę do wysłania pocztą. A i tak zostają rowery, laptopy i bębny.
Mam nadzieję, że jakoś uda nam się dolecieć do Wrocławia z całym tym bagażem bez większych problemow.
Już jutro o 14.00 wyruszamy autobusem w stronę Barcelony…
Adios Valencia, adios Cheste!

Pożegnanie z Hiszpanią

Posted in 2. Hiszpania on sierpień 3, 2008 by piomka

To już ten moment!
W środę mamy samolot do Polski. Ostatnie dni spędzamy na pakowaniu, pożegnaniach ze wszystkimi i wszystkim. Smutno…
…chyba nigdy nie nauczymy się mowić “Żegnam”.
To jest tak jak mowi Viola – moja przyjazna dusza, że z jednej strony nie chcemy zapuścić korzeni w miejscu ktore odwiedzamy czy zamieszkujemy przez jakiś czas, bo wiemy że i tak je opuścimy, a z drugiej strony i tak jednak trzeba je wyrwać w momencie wyjazdu.
To chyba ten smutny aspekt podrożowania.
Jedyny pomysł jaki przychodzi mi teraz do głowy to obiecać sobie, że tu wrocę, wtedy łatwiej jest opuścić to miejsce.

Tydzień w Almerii.

Posted in 2. Hiszpania on lipiec 18, 2008 by piomka

Do Almerii wjechałam z Violą autobusem z Aquilas za 6,53 e. Udało nam się włożyć rowery do schowka autobusowego i tu dowiadujemy się, że w Hiszpanii można jeździć z rowerem w autobusie dopłacając zaledwie 5 euro. Tym razem jednak nie płaciłyśmy za rowery. Decyzja jaką podjęłyśmy była spowodowana upałem i trudną gorzystą trasą. Nie mamy przecież specjalnych rowerow, tylko najzwyczajniejsze holendersie damki.
Moj brat natomiast wybrał drogę swoim super rowerem. Przejechał ponad 100 km w jedną dobę.
Witamy z Violą ludzi uśmiechem i głosem dzwonkow rowerowych, ja dodatkowo bosymi stopami. Nasz kobiecy folklor. Dwie rowerzystki w cygańskim mieście. A gdyby teraz zepsuł się rower podejrzewam że nawet nie potrafiłybyśmy go naprawić. :) Mimo tego jakaś taka nieopisana radość w nas :)
Ruszamy w stronę starego miasta. Trochę zwiedzamy z perspektywy siedzących na rowerach. Czekamy poźniej w chłodnym holu szpitalnym do godziny 17.00 na otwarcie Informacji turystycznej, aby dowiedzieć się co dzieje się w mieście. Dlaczego w szpitalu? Bo był na trasie i zaprosił przyjemnym chłodem. Zjadłyśmy po kilka bananow i ruszyłyśmy dalej. Po drodze spotkałyśmy samochodzik – dom z rejestracją francuską. Viola postanowiła zostawić kartkę z pozdrowieniami. Zatrzymujemy się więc na chwilę. Ja w tym czasie fotografuję. Przybywają właściciele samochodu – francuska para z psem i chłopak z kraju baskow. Poznajemy ich. Dziewczyna częstuje piwem na tacy.
Żegnamy się i jedziemy szukać “miejscowki” na nocleg.
Dojeżdżamy do dzikiej plaży, ale szybko okazuje się że jest to miejsce spotkań par rożnego typu.Do tego jesteśmy obserwowane przez mężczyznę stojącego na nadmorskim wzniesieniu.
Po kolacji więc wsiadamy na rowery i szukamy innego miejsca. Słońce coraz niżej…a my nie mamy pomysłu gdzie mogłybyśmy się rozbić bezpiecznie z naszym namiotem. Wracamy więc w stronę miasta.
Spotykamy naszych francuzow!!! Jak miło :) oprocz tego poznajemy czterech Włochow i Senegalczyka. Sasha – poł Włoch, poł Rosjanin.
Stefan – właściciel dwoch psow, campingcaru, artysta sprzedający własnoręcznie robioną biżuterię.
Andre – ciągle uśmiechnięty gitarzysta.
Matteo – student psychologii w Granadzie.
Papis – Senegalczyk z niesamowitym poczuciem humoru, ktory mowi w kilku językach naraz.

Przyjeżdza Mariusz. Opowiada o ciężkiej trasie jaką przebył. Poznaje na plaży naszą ekipę “cygańską” nocującą nielegalnie na plaży.

9 lipiec środa.
Dzisiejszej nocy na plaży było wielkie spotkanie ludzi. Przyszło około 30 osob z miasta z gorą jedzenia, z bębnami i gitarą, a że byli blisko naszego obozu zaprosili nas do siebie. Udało mi się pograć. Odpaliłam też ogień. Poznałam kilku przyjaznych ludzi. Posłuchałam andaluzyjskiego śpiewu, potańczyłam.


10 lipiec czwartek

Czekamy na Piotrka, ktory dziś wyrusza z Valencji pociągiem. Ma do nas dojechać z rowerem, abyśmy mogli razem pozwiedzać okolicę.
Jednak okazuje się że nie może wejść do pociągu z rowerem. Ma bilet i nie może jechać!!! Co za bzdura.
Sprawa wygląda tak, że nie do wszystkich pociągow można wejść z rowerem, a my dowiadujemy się o tym akurat teraz. Pociąg odjeżdża a Piotrek zostaje sam na stacji.
Cały dzień spędzam z telefonem, dowiaduję się jak idzie Piotrkowi z dojazdem do Almerii. Nie poddaje się probuje dojechać w inny sposob. Ostatecznie po 3 godzinach przebywania na stacji pociągowej i autobusowej zakupuje bilet na 2.00 w nocy na autobus. Będzie jutro o 9.00 rano. Uff…Jak dobrze.

Jest wietrznie. Zachodzące słońce na tle gor wygląda pięknie. Statek płynący do Afryki i ptaki na niebie. Taki teraz obraz przede mną się odkrywa…
Czekam na jutro, czekam na Piotrka…

11 lipiec piątek

Jest już ze mną! Spędzamy czas na włoczeniu sie po mieście, robieniu zdjęć. Wieczorem puszczamy bańki na plaży, robimy fire show, grilla z Włochami, słuchamy muzyki, jeździmy rowerkami, korzystamy z plaży i morza.
Wakacje! :)

W niedziele wracamy autobusem do Cheste i na dzień dobry o 22.00 do pracy na nockę :(

Tutaj pokaz slajdow z pobytu w Almerii